Co powiedzieć kobiecie po stracie?

Co chcą, a czego nie chcą usłyszeć kobiety, które doświadczyły straty? Nie mogę wypowiadać się za wszystkie, ale mogę na podstawie własnych doświadczeń powiedzieć, czego chciałam ja, a przeszłam przez kilka faz swojego „chciejstwa” i oczekiwań wobec innych.

Początkowo, kiedy dowiedziałam się o poronieniu zatrzymanym, nie chciałam rozmawiać o tym z nikim. Nigdy. Poprosiłam męża, aby przekazał tą wiadomość rodzinie i przyjaciołom, bo ja nie chciałam, ani nie byłam w stanie. Ledwo i to z ogromnym bólem napisałam do moich przyjaciółek, informując je o swojej tragedii i jednocześnie prosząc, abyśmy już nigdy nie wracały do tego tematu. Myślałam, że jak uniknę tematu w rozmowie, to będzie mi lepiej oswoić się z nim. Wiele osób nie zastosowało się do naszej prośby i pisało oraz dzwoniło z kondolencjami. Nie odbierałam tych telefonów i nie odpisywałam na wiadomości. Szczerze powiedziawszy do dzisiaj nie odpisałam na te wiadomości, bo nie wiem, co miałabym napisać. Przez tydzień chodziłam do pracy, męcząc sobie w ten sposób głowę, po pracy zmęczona udawaniem, płakałam i spałam. Po tygodniu zostałam przyjęta do szpitala, w którym przeżyłam horror. I to nie dlatego, że położne czy lekarze byli oschli – wręcz przeciwnie. Trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy traktowali mnie dobrze. Horror przeżyłam z powodu poronienia, które wywołano u mnie farmakologicznie. Ból psychiczny i fizyczny był ogromny, ale nie płakałam i nie rozmawiałam o tym z nikim. Dopiero powrót do domu i słowa taksówkarza wywołały u mnie ogromny upust emocji. Zupełnie obcy mi człowiek powiedział, że niby się uśmiecham i jestem taka otwarta, ale tak naprawdę on widzi, że ukrywam jakąś tragedie i smutek. Pozwól sobie na przeżycie tych emocji powiedział. I wtedy jakby ktoś zerwał ze mnie jakąś blokadę – zaczęłam ryczeć i ryczałam kilka godzin. Płakałam i krzyczałam. I nie wstydziłam się tego. Płakałam kuzynce przez telefon i przyjaciółce, która do mnie przyszła z odwiedzinami. I mężowi jak wrócił z pracy. Łkałam jak dziecko i dopiero wtedy zaczęłam mówić. O wszystkim. O dzieciach. O stracie. O bólu. O strachu. O dalszej chęci bycia mamą. I od tego dnia codziennie mówię. Rozmawiam o tym z bliskimi mi osobami, bo tego chcę i potrzebuję. I nie boję się powiedzieć nie chce spotkania, nie mam ochoty na towarzystwo, chcę być sama – jeśli jest mi smutno nie ukrywam tego. Jeśli mam lepszy dzień, korzystam z tego.

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wiedziałam już o ciąży trzech bliskich mi osób. Cieszyłam się, że wspólnie przez to przejdziemy, że będziemy się wspierać, spotykać na spacery. Teraz odpadłam z tego kwartetu i niestety nie potrafię – póki co – spotkać się z dziewczynami i patrzeć na ich rosnące brzuchy. Choć i ja – zajadając smutki – „postarałam” się o to, aby urósł mój…

Co mówili i pisali mi bliscy bądź dalsi znajomi? Że im przykro, że współczują, że mam się nie martwić, nie poddawać, że ból minie, a ja już niedługo będę cieszyła się zdrowym dzieckiem. Że inne kobiety mają gorzej i cierpią większe tragedie. Że najważniejsze, że wiem, że jesteśmy płodni, bo tyle par nie jest. I choć wiem, że wszyscy ci ludzie chcieli mnie pocieszyć i mieli dobre intencje, to nie tego chciałam. Bo choć ludzie cierpią większe tragedie, to utrata ciąży była moją i dla mnie największą. I nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie bólu, który mi towarzyszy.

Nie chciałam pocieszenia i nie prosiłam o nie nikogo. Słowa były zbędne. Początkowe milczenie, a późniejsze rozmowy o tym i możliwość wygadania się, były dla mnie ważniejsze i dawały zdecydowanie lepszy rezultat. Sama nie wiem, jak zareagowałabym w takiej sytuacji, nie będąc w niej wcześniej – może również próbowałabym pocieszać kogoś słowami typu „nie poddawaj się, nie martw się, może tak miało być”. Ale dzisiaj wiem, jako osoba, która tego doświadczyła, że podanie komuś kubka gorącej herbaty i pomilczenie z kimś, trzymając go za rękę, bądź wysłuchanie tego, co się czuje bez zbędnych słów – jest ważniejsze.

A jakie jest Wasze zdanie?

Tagi , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *