Czy pisanie bloga może być terapią?

Zaczęłam pisać tego bloga we wrześniu, aby poradzić sobie z bólem po stracie ciąży. Zaczęłam pisać, aby wyrzucić z siebie emocje, aby rozprawić się ze smutkiem. Wielokrotnie siadam do komputera i otwieram przed nim umysł i serce. Na co dzień skrywane emocje, dają upust własnie w tym miejscu. Bo czy znając mnie osobiście, wiedzielibyście, że mówiąc najogólniej, praktycznie każdego dnia cierpię? Prawie codziennie odczuwam przeogromny, rozrywający mnie ból i smutek? Prawie co dziennie płaczę – kąpiąc się, jadąc do pracy, albo wracając z niej, albo będąc sama w domu? Nawet mój mąż tego nie wie. Myślę, że się nawet nie domyśla… No bo jak dojrzeć w kimś cierpienie, jeśli ten ktoś wstaje codziennie, normalnie funkcjonuje, jeździ do pracy, trenuje, gotuje, bawi się z psem, rozmawia, śmieje się, żartuje? Zazwyczaj obraz osoby smutnej, czy w depresji to obraz osoby, która nie wstaje z łóżka, unika ludzi, siedzi wpatrzona w punkt, milczy. Ja taka nie jestem. Jestem towarzyska, szukam kontaktu z przyjaciółmi, czy rodziną. Piszę i dzwonię do najbliższych. I nikomu nie opowiadam jak bardzo mi jest źle. Jak bardzo nie mogę pogodzić się z tym, że nie mam dzieci, jak bardzo tego pragnę, jak cholernie nadal boli mnie to, że straciłam ciąże, jak wielką odczuwam zazdrość wobec dziewczyn, które mnie otaczają i są w ciąży, jak wewnętrznie ryczę z bólu, kiedy widzę ich rosnące brzuchy, jak słyszę bicie serc ich dzieci, podczas gdy wysyłają mi wiadomości głosowe z wizyt u lekarza, jak cholernie mam ochotę powiedzieć im, że nie potrafię z godnością i spokojem tego słuchać i wiedzieć, że nie jestem taka silna i dzielna jak myślą wszyscy, że wcale sobie dobrze nie radzę z tym wszystkim, że wciąż udaję, że jest OK, że mnie to nie boli. Walczę ze sobą, kiedy narzekają na trudy ciąży, kiedy zwierzają mi się, jak ciężko zakłada im się buty, jak ciężko chodzi… Walczę, by nie powiedzieć im, że gówno mnie to tak naprawdę interesuje, że im ciężko, bo wiele bym dała, by było mi tak samo ciężko jak im… Pęka mi serce, kiedy moja mam przy mnie zachwyca się brzuchem i ciążą mojej szwagierki, kiedy szczęśliwa przeżywa, że będzie babcią, kiedy pokazuje mi, jakie ciuszki kupiła wnuczce… Kiedy mój brat wysyła zdjęcia zakupionych skarpetek, czy elektronicznej niani… Kiedy wszyscy dookoła opowiadają, jak kopie dziecko, czy jaki kupili wózek… Nie chcę robić z siebie ofiary. Nie chcę pokazać, że jest mi przykro. Nie chcę unikać z nikim kontaktu. Nie chcę, aby ktoś wiedział, że jestem niestabilna emocjonalnie… I dlatego też siadam tu systematycznie i systematycznie piszę, choć większość postów nie jest publikowana. Wyrzucam z siebie wszystkie emocje, często płacząc w głos. To mi pomaga… A potem idę do przyjaciółek i głaszczę je po brzuszkach, albo dzwonię i pytam, jak się mają dzieciaczki i przygotowania do porodu. Żałosne, prawda?

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *