Czy TO można czuć? Krótka opowieść o moim „kiełbiewełbie”

Czy kobieta może czuć, kiedy doszło do zapłodnienia? Czy może już w kilka dni po tym udanym prokreacyjnie stosunku wiedzieć, że to się stało? Że właśnie rozwija się w niej nowe życie?

Nasza historia starania się o dziecko nie jest nadzwyczaj długa, znam pary bądź czytam o parach, które starają się o dziecko długimi latami. My uczciwie staraliśmy się najpierw cztery miesiące, a po poronieniu jesteśmy jak dotąd po trzech próbach (nie liczę tygodni między poronieniem a pierwszą miesiączką po nim). I podczas ostatniego cyklu pierwszy raz miałam wrażenie, że TO się stało, że udało się, że nasze komórki szczęśliwie się odnalazły, połączyły, a po długiej podróży – już w postaci microczłowieka – umiejscowiły się wygodnie z mojej przytulnej macicy. Nie umiem opisać intuicji, przekonania, uczucia, czy fanaberii, która mi towarzyszyła, ale po sylwestrowym stosunku powiedziałam do męża „stało się, czuję to„. Przez kolejne 2 tygodnie nie robiłam nadgodzin, odpoczywałam, spacerowałam, nie dźwigałam, nie podnosiłam rąk do góry – generalnie zachowywałam się jakbym była w ciąży i chodziłam przekonana, że jestem. Przecież musiało się udać, bo czułam, że tak jest. Kilka dni przed planowaną miesiączką miałam zawroty głowy, bóle w okolicach jajników, mdłości i taką huśtawkę nastrojów, jakiej chyba jeszcze nigdy nie miałam. Do tego totalny brak ochoty na seks. I spałam każdego popołudnia. Sytuacja identyczna jak ta z lipca. Bingo. Okres powinien przyjść 17.01, stwierdziłam, że test dla pewności zrobię 18.01. Już umówiłam wizytę do ginekologa na 4.02. Jakże byłam zdziwiona, jak 14.01 podczas wizyty w łazience zobaczyłam krew… Ale moment – nieco skąpe to krwawienie i takie jasnoróżowe – to na bank plamienie implantacyjne (w pierwszej ciąży nie miałam). Zatem spokojna poszłam spać. Jakie było moje rozczarowanie i smutek, kiedy rano okazało się, że to jednak nie plamienie, a prawdziwe krwawienie… Ale jak to? Przecież czułam, że jestem w ciąży! Jak to wyjaśnić…? Czy tak bardzo chciałam być w ciąży, że ją sobie wmówiłam…?

Płakałam cały poranek. 4 tygodnie wcześniej dowiedziałam się o ciąży mojej ukochanej kuzynki, 2 tygodnie wcześniej radosną nowinę ogłosiła przyjaciółka. Ja miałam być następna…

Rozpoczęłam nowy cykl, przede mną kolejna szansa. Czy tym razem się uda…? Czy nie za bardzo sfiksowałam się już na tym, że chcę być w ciąży, że swoją presją blokuję poczęcie? Jak przestać się na tym koncentrować? Jak zająć myśli czymś innym? Podpowiedzcie, proszę.

*Kiełbie we łbieto określenie, którego często używam, kiedy mam mętlik w głowie, burzę myśli, uczuć i pragnień jednocześnie, nad którymi nie panuję.

Tagi , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *