Dużo. Za dużo.

Brak wpisów nie oznacza, że zapomniałam o blogu. Ani o tym, że nie chce go już prowadzić. Ani o tym, że wszystko się ułożyło i nie ma o czym pisać. Wręcz przeciwnie dużo się dzieje i jest o czym pisać. Pozostaje pytanie, czy chcę i jak to najlepiej ująć…?

Sytuacja na świecie, która ma miejsce od kilku tygodni, powoduje, że każdy skupia się na zagrożeniu jakie niesie za sobą koronawirus. W ostatnim czasie także moje myśli krążą wokół tego tematu. Człowiek myśli, zastanawia się, analizuje, odczuwa niepokój oraz strach o siebie i najbliższych. Mnie te emocje również nie omijają. Wszystko inne zeszło na dalszy tor.

Starania o dziecko musieliśmy odłożyć na później, ponieważ wynik cytologi robionej w styczniu wyszedł zły i wymaga dalszej diagnozy. Przez wzgląd na panującą sytuację, moje przyjecie do szpitala na weryfikację histopatologiczną jest pod dużym znakiem zapytania.

Zawodowo też nie układa się dobrze – w firmie ogłoszono redukcję etatów jeszcze przed ogłoszeniem stanu epidemiologicznego.

Zdrowotnie fiasko – od prawie 5 tygodni walczę z zapaleniem zatok i przeziębieniem, którego nie mam kiedy wyleczyć, bo chodzę do pracy. Od czwartku mój stan się trochę pogorszył, doszedł kaszel i gorączka. Zostałam w domu w obawie przed wirusem. Dostałam antybiotyk i kwarantanne (przez wzgląd na pobyt za granicą oraz kontakt z ludźmi, którzy byli za granicą).

W skrócie – nowy rok miał być lepszy, radośniejszy i miał obfitować w wiele szczęśliwych momentów. Póki co nie dzieje się nic fajnego. Psychicznie łapie mega doły, leżę na łóżku i nie mam ochoty na NIC. Na seks, książki, telewizor, spacery. Dosłownie na nic. A nie, przepraszam – tylko na czekoladę mam ochotę. I pożeram ją całymi dniami.

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *