Kiedy mąż Cię nie rozumie.

Mam naprawdę cudownego męża. Wiem, to takie frazesy, które się często powtarza, ale mój mąż serio jest wspaniały. Dba o mnie, kocha mnie, szanuje moje potrzeby, wspiera mnie, pomaga, kiedy potrzebuje. Uwielbiam nasze długie rozmowy, wygłupy, wspólne oglądanie seriali, wspólny seks, a nawet czas, kiedy każdy z nas siedzi w swoim pokoju i zajmuje się swoimi sprawami, wiedząc, że zawsze możemy do siebie podejść, przegadać coś, poradzić się, czy dać sobie buziaka – ot tak.

Jednak emocjonalnie bardzo się różnimy. Ja jestem zdecydowanie typem ekstrawertyczki, a mój Riks raczej jest introwertykiem. Ja okazuję emocję, on je raczej w sobie tłumi, nie sądziłam jednak, że w przypadku utraty przeze mnie ciąży, zastosuje metodę wyparcia.

Kiedy dowiedziałam się, że dziecko jest martwe, płakałam. Płakałam długo i głośno, a on był przy mnie, przytulił mnie, płakał ze mną. Ale kiedy ja przeżywałam żałobę, on pracował. Kiedy mówiłam, że żałuję decyzji o braku pochówku, on mówił, że nie ma czego żałować. Kiedy mówiłam, że nasze kolejne dzieci, nie będą miały imion wybranych przy pierwszej ciąży, stwierdził, ze przesadzam. Kiedy rozpamiętywałam, analizowałam, prosił, bym spróbowała zapomnieć. Kiedy czytałam blogi i fora, twierdził, że się tylko dobijam. Nie rozumiał mojego stanu i cierpienia. Nie rozumiał co czuję i jak bardzo przeżyłam stratę. Tylko czy na pewno…? Kiedy powiedziałam psychologowi, które zachowania męża mnie zabolały, psycholog zapytał, czy powiedziałam mu o tym. Czy zapytałam go, jak on się z tym czuje, jak on to znosi, co on myśli o tej sytuacji. Odpowiedź oczywiście brzmiała NIE. Bo w tej całej sytuacji myślałam tylko o sobie, a przecież to była nasza strata. Dlatego też zachęcona tą terapią, postanowiłam przegadać ten temat z mężem. Okazało się, że i jemu jest ciężko i przykro, że również go to dotknęło, ale nie chciał okazywać mi swojego smutku, tylko być dla mnie wsparciem. Że może domyślać się, co czułam i czuje, ale nasz rodzaj bólu będzie inny. Ja miałam dzieci pod sercem, ja byłam w ciąży, to we mnie zachodziły zmiany i hormonalne i psychiczne i fizyczne. To ja przeżyłam stratę tak namacalnie. Ta rozmowa trwała kilka godzin, była na maksa szczera. Była potrzebna. Dzięki niej doszło do mnie, że to nie jest kwestia gruboskórności mojego męża, czy też jego niezrozumienia, a przeżywania emocji w inny sposób, radzenia sobie z nimi inaczej. To nic innego jak potrzeba bycia wsparciem, tym silnym ramieniem, w które może wypłakać się ukochana. Zrozumiałam, że mój mąż kochał nasze nienarodzone dzieci tak samo jak ja, że tak samo na nie czekał i tak samo ich pragnął, tylko z ich utratą poradził sobie w inny, „męski” sposób.

I wiecie co? Choć nie zawsze reagował tak jak bym tego oczekiwała i nie zawsze mówił, to co chciałam usłyszeć, to nie mam do niego żalu, a po tej rozmowie kocham go jeszcze bardziej.

Rozmawiajcie ze swoimi partnerami. Mówcie o swoich uczuciach, nie liczcie na to, że się domyślą. Nie ukrywajcie żalu w sytuacjach, które Was zabolały, nie udawajcie, że jakieś słowo, czy gest (albo ich brak) Was nie zabolało, bo uczucie, które temu towarzyszy – smutku, złości, frustracji, obrazy – będzie w Was narastać. Dzięki temu, że zdobyłam się na odwagę, dużo zyskałam – a przede wszystkim zyskałam to, że mój – dotąd raczej skryty mąż – miał szanse się wygadać. I fakt, że go nie skrytykowałam, czy nie wyśmiałam, czy nie zbagatelizowałam tego, sprawił, że bez obaw zaczął mówić mi o wszystkich swoich uczuciach, lękach, smutkach. Otworzył się. Bo wie, że może. Wie, że jest dla mnie ważny, wie, że jego zdanie też się dla mnie liczy, że jego uczucia są dla mnie szalenie istotne.

Jesteśmy ze sobą ponad 3 lata i rozmawiamy ze sobą dużo, ale dopiero teraz czuje, że rozmawiamy naprawdę o wszystkim. I to się nazywa udane małżeństwo <3

Tagi , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *