Koronorzeczywistość.

Nie doskwiera mi brak weny, wręcz przeciwnie – mam wiele do powiedzienia, ale teraz cały świat kręci się wokół Covid-19 i nawet nie wiem,czy wypada poruszać inne tematy 😉

Jednak muszę w kontekście ostatniego wpisu, który brzmiał dość pesymistycznie napisać kilka słów…

Po pierwsze, wirus wirusem, ale nie samymi choróbskami żyje człowiek. Sytuacja nie jest komfortowa dla każdego z nas – ta pandemia niszczy nasze życia fizycznie, psychicznie, towarzysko, finansowo, a przynajmniej ja tak uważam. Nie jest łatwo odnaleźć się w nowej rzeczywistości, chociaż są oczywiście takie osoby jak np.mój mąż, które cieszą się, że mają w końcu odpowiednią ilość czasu dla siebie i nie muszą spotykać się z ludźmi. Trochę go rozumiem, bo przed tą całą pandemią, też byłam nieco wykończona już moim trybem życia, jednak ja to jestem zwierzę stadne i potrzebuję ludzi wokół siebie, chociaż nie ukrywam, że ten miesiąc spędzony z Mężem w domu dał mi wiele dobrego – odpoczęłam, spędziliśmy wspólnie naprawdę dużo czasu, obejrzeliśmy mniej bądź bardziej ciekawe filmy, zakończyliśmy kilka seriali, a nawet zaczęliśmy grać wspólnie na konsoli. Dodatkowo przegadaliśmy tyle godzin, że aż się nie mogę nadziwić 🙂 Dla niektórych ten czas spędzony z żoną/mężem w domu, to czas męczący, ale w naszym przypadku, czuję, że nas bardziej wzmocnił, jako parę. Wracając jednak do meritum i stwierdzenia, że nie samym wirusem żyje człowiek, to porzucę już teraz tą koronaretorykę i zmienię drastycznie temat 🙂

2 kwietnia miałam zabieg ginekologiczny, podczas którego pobrano mi materiał do badań histopatologicznych i wyniki badań są dobre! Jestem z tego powodu niezmiernie zadowolona, bo bałam się strasznie – o siebie, o swoje zdrowie, o to, że nie będę mogła mieć dzieci… Okazuje się jednak, że wszystko jest w porządku. Co prawda nie widziałam wyniku na oczy, bo udzielono mi tej informacji telefonicznie i kazano odebrać go dopiero po pandemii. W związku z tym mamy zamiar znowu „iść na całość” jeśli chodzi o starania o dziecko. Wiem, że zalecenia w tym temacie są różne, dlatego też obiecałam sobie, że tym razem spróbuję nie wytwarzać sobie zbędnego ciśnienia. Biorę witaminki, oboje staramy się zdrowo odżywiać, by wzmocnić naszą płodność dietą. Dodatkowo ja postanowiłam zrzucić parę kilo i póki co nie idzie mi najgorzej 🙂 Choć nie są to wielkie spadki, to cieszą, bo w końcu moja waga ruszyła. Wróciłam do pracy, trochę więcej się ruszam, zaczęliśmy znowu wychodzić na rower. Ponad to nadal pracuje nad głową. Kontynuuję też terapię u psychologa. Mam świadomość wszystkich swoich „defektów”, które na pewno nie ułatwią mi zajścia w ciążę, ale wciąż powtarzam sobie, że naprawdę wiele kobiet miało różnego rodzaju problemy – chorobowe, z wagą, z psychiką – i udało im się. Mi też się uda, przecież będę wspaniałą mamą i zapewnię swojemu dziecku masę miłości, ciepła i dobra. W związku z tym trzymajcie za mnie mocno kciuki, abym mogła swoje największe życiowe marzenie spełnić i przy okazji nie zwariować 😉

*grafika użyta w tym wpisie pochodzi ze strony https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,jak-wyglada-koronawirus-sars-cov-2–naukowcy-analizuja-jego-strukture,artykul,06680239.html

Tagi , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *