Pojawiły się, są! DWIE KRESKI!

Tytuł postu zwiastuje niejako jego optymistyczny wydźwięk, jednak treść wcale taka nie będzie…

Strach, radość, niedowierzanie – czy można odczuwać tyle na raz? Można. Posiadanie dziecka to moje największe marzenie i sfiksowałam się na tym bardzo… Aż za bardzo. Kiedy w lutym lekarz powiedział, że mamy odłożyć starania „na później” i skupić się na moim zdrowiu, zrobiliśmy to. Tzn.dla ścisłości – kochaliśmy się jak dotychczas, nie stosując antykoncepcji, jednak starałam się „omijać” owulację. 2 kwietnia miałam zabieg, po którym ginekolog powiedział, że mamy odczekać 1 cykl i możemy wrócić do starań, jeśli wyniki badań będą OK. I to był dziwny cykl – ani nie wiem, kiedy dostałam miesiączkę, bo krwawiłam 11 dni po zabiegu, a to właśnie teoretycznie 2 dni po nim powinna pojawić się miesiączka, zatem nie wiem, czy przyszła planowo i kiedy. Nie wiem, kiedy miałam owulację, ponieważ dotychczas wszystkie były bólowe, a tym razem nie czułam zbyt wiele w okolicy swoich jajników. Nie wiedziałam zatem kiedy de facto spodziewać się okresu. Jednak od 29 kwietnia nie czułam się najlepiej… Od 30 kwietnia pobolewał mnie brzuch jak na miesiączkę, a tej jak nie było tak nie było… w związku z tym 3 maja zdecydowałam się zrobić test. Test nie był wykonany rano, z pierwszego moczu, a jego wynik wyszedł negatywny. Przyjęłam to trochę z ulgą, a trochę z obawą. Ulga była spowodowana tym, że ginekolog nie kazał zachodzić w ciążę w tym cyklu, więc lepiej, że w nią nie zaszłam, a obawa spowodowana moim samopoczuciem, mdłościami, osłabieniem. Miałam spore awersje do jedzenia – przestałam nawet jeść śniadania (a to zupełnie do mnie nie podobne). I ten wyostrzony węch… Brak miesiączki spowodował, że 5 maja powtórzyłam test – rano, z pierwszego moczu. Nadal nic. Jedna kreska. No może teraz z perspektywy czasu myślę, że mógł być tam malutki cień drugiej kreski, ale czy był, czy tylko mi się wydawało…? Uznałam, że jest 1 kreska i wypatrywałam miesiączki, zwłaszcza, że bóle brzucha się nasiliły. Umówiłam się zatem na teleporadę do ginekologa na 8 maja. Żeby mieć 100% pewności, że na pewno nie jestem w ciąży, wykonałam rano, w dniu teleporady, kolejny test. Zrobiłam go i odłożyłam obok, szykując się do pracy. Jakie było moje zdziwienie, gdy nagle zobaczyłam drugą kreskę… Bladą, ale jednak! Była! Zdziwienie, radość i… strach. Strach o to dlaczego wcześniejsze testy były negatywne, czy ciąża pojawiła się po prostu później, niż mogłam zakładać, czy coś jest nie tak? Strach o to, że zaszłam w cyklu, w którym nie miałam zachodzić! Strach o to, co będzie dalej, czy będzie wszystko dobrze? Czy wypada mi się cieszyć? A co jeśli znowu coś pójdzie nie tak? Dlaczego strach przed utratą dziecka jest większy niż radość z możliwości jego posiadania? Tego samego dnia wykonałam badania krwi – chciałam mieć 100% pewności. Otrzymałam je popołudniu, beta ledwo 9. Za nisko. Nie wiem, kiedy miałam miesiączkę i owulację, ale jednak za nisko. Przepłakałam całe popołudnie. Targały mną różne emocje, ale w końcu uspokojona przez męża, uwierzyłam w tą ciąże i postanowiłam w spokoju poczekać na kolejne badania krwi. W końcu poziom bety to nie wszystko, najistotniejszy jest jej prawidłowy przyrost. W poniedziałek rano pojechałam na badania, a ich wyniki miałam już około 12:00. Nie pozostawiały też wątpliwości – 1,58 bety. Coś było…i się zmyło. Tej samej nocy dostałam także okres…

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *