Poroniłam. I co dalej?

Nie napiszę poradnika „jak poradzić sobie po poronieniu„, bo nie znam odpowiedzi na to pytanie ani metody na poradzenie sobie z tym bólem. Emocje, które mną targają są tak różnorodne i skrajne, że sama siebie mam momentami dosyć! Cały czas analizuję wszystko co mogło się wydarzyć, każde moje zachowanie, chodzenie do pracy, co jadłam, gdzie byłam i co robiłam. Czytam fora, inne blogi, artykuły o stratach i komentarze pod nimi. Czytam o przeżyciach innych kobiet i ryczę. Nie umiem znaleźć złotego środka. Kiedy wydaje mi się, że muszę o tym mówić, myśleć, czytać, aby było mi lepiej, robię się smutna, rozgoryczona i płaczę. Kiedy wydaje mi się, że może powinnam poczytać książkę, czy obejrzeć jakiś serial i robię to, wówczas po tak spędzonym czasie dochodzę do wniosku, że to mi nie pomaga i nie skupia moich myśli na czymś innym. Kiedy myślę, że dobrym sposobem może być jakakolwiek aktywność fizyczna, to zaczynając robić cokolwiek, zaczynam płakać z niemocy, bólu i bezradności. Nie znalazłam jeszcze recepty na poradzenie sobie ze stratą. Mam różne fazy, ale wszystko i tak kończy się nostalgicznym humorem i/lub płaczem i/lub opryskliwością wobec męża i/lub bólem głowy i obżarstwem. Po prostu zajadam to. Siedzę na kanapie i żrę co popadnie, bo daje mi to chwilowe ukojenie bólu.

Moją głowę wiecznie nawiedzają pytania:
dlaczego ja?
co zrobiłam źle?
co mogłam zrobić lepiej?
-czy to moje wina?
Niestety nie znajduję na te pytania odpowiedzi.

Próbuję oswoić się z nową rzeczywistością. Już za dwa dni wracam do pracy, bo wierzę, że uda mi się w pracy odpowiednio zmęczyć głowę. Zapisałam się także na wizytę do psychologa. No i przede wszystkim postanowiłam się nie poddawać w dążeniu do realizacji marzenia o byciu mamą – choć myśl o kolejnej ciąży już dzisiaj budzi we mnie strach w obawie o kolejne poronienie, to strach ten tłumię w sobie, ponieważ nie pozwolę na to, aby mnie ogarnął i wpłynął na moje macierzyństwo, o którym przecież marzę!

Wszystkim kobietom, które doświadczyły straty życzę dużo, dużo siły. Nie ma słów, które załagodzą nasz ból. Jedynym lekarstwem jest czas. Bo to prawda, że czas leczy rany.

Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *